43H

Jak mogłam kochać tego człowieka?

Spotkałam wczoraj mężczyznę, z którym dzieliłam dwa lata swojej przeszłości. Kupował papierosy i pszenne bułki z chrupiącym nacięciem z wierzchu. Może właśnie smażył jajecznicę dla swojej kobiety i zabrakło mu pieczywa? Nie pozwoliłam mu mnie zobaczyć – uciekłam od jego wzroku, zanim zdołał mnie dosięgnąć. Podpatrywałam go kątem oka zza regału z makaronami – jak chowa drobne do tylnej kieszeni spranych dżinsów i wychodzi – tak pewnie i bez emocji jak pewnego mroźnego popołudnia odchodził z mojego życia.

Nigdy z nim nie spałam. Czy to znaczy, że nie mam prawa nazywać się jego dawną kobietą? Czy przynależność do mężczyzny określa tylko kąt rozwarty między udami bez bielizny po środku? A może to właśnie za mną tęskni najmocniej, bo jestem jego rozczarowaniem, jego niespełnieniem i jego snami w samotności pełnymi erotyki bez dotyku?

Patrzyłam na niego i zastanawiałam się, jak mogłam kochać tego człowieka. Był wczoraj dla mnie zupełnie obcą osobą, na którą w dodatku nigdy nie zwróciłabym uwagi na ulicy. Kartoflany nos, krzywe zęby i zbyt mocne rysy twarzy, które kiedyś wydawały mi się męskie, a teraz pokraczne i szpetne. Patrzyłam na niego i zastanawiałam się, czy pewnego dnia obudzę się i pomyślę tak samo o moim mężu. „Jak mogłam kiedyś kochać tego człowieka?”.

I cholernie nie chcę tego dnia. I panicznie boję się dnia, w którym on pomyśli tak o mnie…

I gdzieś na końcu miasta znajdzie dziewczynę, której będzie zawoził kwiaty po pracy. Która nauczy się parzyć mu herbatę taką, jak lubi. Z którą będzie robił w łóżku te wszystkie rzeczy, których ja nie lubię. A potem wróci do mnie i jak co dzień pocałuje w policzek na powitanie.

Bo tak naprawdę nie chodzi o to, że go kocham, ale o to, że chcę być kochana. I nie umiałabym nigdy znieść poczucia, że znów przegrałam z jakąś kobietą, że on woli inną ode mnie. Chciałabym jej wyrządzić największe świństwo na całej planecie. On by mnie nie obchodził. Nienawidzę kobiet, którym czegoś zazdroszczę.

I chyba najbardziej boję się tego, że nie umiem ufać mężczyznom – wygłodniałym samcom, którzy zapraszając kobietę w windzie do swojego pokoju w hotelu nawet nie zamierzają zdejmować obrączki. Tym, którzy zapraszają na kolację, ale tak naprawdę myślą tylko o śniadaniu nazajutrz. A najbardziej tym, którzy dużo pytają i jeszcze więcej mówią pięknie to, co chcesz usłyszeć, tylko po to, by zdjąć z ciebie stanik jedną ręką, choć potem nie potrafią już odebrać telefonu.

Dlatego lubię podobać się facetom, ale tylko tym, z którymi nie chcę sypiać. Lubię być kusząca, uwodzić czernią rajstop pod szpilkami i uśmiechać się znad kieliszka martini, na którym odciskam ślad czerwonej szminki. Ale tylko, jeśli nie muszę być sam na sam z mężczyzną. Jeśli zaczepne uwagi nieznajomych nie kończą się pytaniem o imię. Jeśli maskę pięknej, niezależnej i niedostępnej kobiety mogę przywdziać tylko na chwilę i wiem, że nie zakocham się w kimś, kto nigdy nie spojrzałby na mnie, gdybym nie miała na sobie maski.

Wieczorami piję czasem kawę w kawiarni za rogiem. Cała „zrobiona”. Kiedy raz przyszłam tam bez makijażu, kelner mnie nie poznał. Spotykam tam różnych mężczyzn, wielu z nich się do mnie uśmiecha, ale tylko garstka miała odwagę podejść. Zawsze wtedy kłamię, że czekam na męża. Boję się, że kiedyś będę miała odwagę nie skłamać. Pójdziemy do niego, choć w jego oczach zobaczę dokładnie tę obietnicę, że więcej to się nie zdarzy.

Może będzie to tego dnia, gdy dowiem się o nowej dziewczynie mojego męża albo dużo wcześniej, ze strachu przed tym dniem. Może przestanę czuć się doceniana i to ja zdradzę pierwsza, choć brzydzę się zdradą potwornie.

Nie powiem nic o sobie. Zdejmę bluzkę i położę jego dłonie na swoich piersiach. Zamknę oczy i zapomnę o tym, kim jestem. Nikt się nie dowie. Nikt nie będzie mnie oceniał. Pocałuję go i rozepnę guziki jego koszuli, drażniąc paznokciami skórę jego torsu. Mogę być sto sześćdziesiątą czwartą dziewczyną, którą pieprzy na tej kanapie i gorszą przynajmniej od trzydziestu dwóch z nich, ale jakie to ma znaczenie? Za chwilę podniosę majtki z podłogi i zamknę drzwi za sobą. Nie usłyszy o mnie nigdy, ani nie zobaczy mnie już więcej.

Nie chcę znać jego historii. Nie chcę być jej częścią. Nie chcę żadnych dalszych ciągów naznaczonych tęsknotą i rozczarowaniem. Nie chcę żadnych smaków słów i nie mam już łez w sobie. Nie umiem już być porzuconą kobietą, nie pamiętam już jak leczy się złamane serce.

Bo ktoś mnie kiedyś mocno zranił, i tę drzazgę czuję do dzisiaj.

Categories: Piórem pisane

  • http://www.redefineyourself.pl/ Sylwia W.

    Twój tekst uświadomił mi, jak bardzo boimy się zranienia i jak ten lęk może być destrukcyjny dla nas samych…

  • http://justekmakemesmile.pl Justyna Rolka

    Kiedyś i mnie ktoś mocno zranił….bardzo mocno. Szybko miałam szansę zakochać się po uszy i już nie boję się zranienia, zdrady, romansu. Boje się tylko jednego, że kiedyś to On odejdzie pierwszy z tego świata, a ja sobie nie poradzę i umrę z rozpaczy….bo tak kocham, bo tak uwielbiam. Miłość jest cudowna, nie zmusza do stawania się niewidocznym, zmusza Nas by żyć, czuć i pokazywać. Tego Ci życzę:*

  • http://katsunetka.nl/ Katsunetka

    Nie myślę na razie o tym jak bardzo boję się być zranioną.
    Kiedyś zrobił mi to ktoś na moje własne życzenie dlatego teraz wolę o tym nie myśleć.

  • http://ekspresem-przez-zycie.blogspot.com/ Martyna

    Dobrze napisane i przyznam szczerze, że sama boję się być zraniona. Myślę, że to dlatego nie pozwalam żadnemu facetowi się do mnie zbliżyć. Wciąż jestem sama i choć czasem, tak skrycie i po cichu zazdroszczę to nie umiem zrobić tego pierwszego kroku. Nie wiem jeszcze jak wyrwać się z tego błędnego koła, ale może kiedyś mi się uda. Uwielbiam Twoje wpisy za te emocje… i za to, że potem często po prostu nie wiem co powiedzieć.

    • http://patibloguje.me patibloguje

      Doskonale wiem, co czujesz. Też znam ten strach przed nieznanym. Ale czasem po prostu przychodzi coś nowego i nawet nie ma czasu na zastanowienie się… Tego Ci życzę, pozdrawiam! :*

  • http://umyslicialo.blogspot.com/ AleXandra

    Piękny literacko i głęboki w sensie psychologicznym tekst, szczególnie, że mogę odnaleźć w nim swoje lęki i rozczarowania. Dziękuję Ci, że piszesz!

    • http://patibloguje.me patibloguje

      Dziękuję za miłe słowa, pozdrawiam! :*

  • http://autopogon.blogspot.com Autopogoń

    te drzazgi są najgorsze. też je czuję. i mam nadzieję, że za jakiś czas też będę mogła zapytać „jak mogłam kochać tego człowieka?”. i że nie będę żałowała bycia z kimś, z kim jestem.

  • http://slimsizeme.pl Anna Choińska

    Takie tematy są ciężkie… Czasem, gdy myślę że M. Mnie opuści to nagle.mam wrażenie że staje się pusta. Innym razem mam ochotę kopnąć go i nie wracać. Fakt raczej romanse mi nie w głowie, a gdy ktoś mnie zaczepia to czuję zażenowanie.

  • http://niezdecydowana-dziewczyna.blogspot.com Karola

    U mnie właśnie było tak jak napisałaś. Przestałam czuć się doceniana, do tego jego pobyt w więzieniu i zdradziłam pierwsza. Przynajmniej tak mi się wydawało do niedawna. Jakiś czas temu dowiedziałam się od jego przyjaciela, że mnie zdradzał o wiele, wiele wcześniej. Zabolało? Chyba tylko trochę, bo sama nie raz przyłapałam go na pisaniu z innymi i miałam swoje podejrzenia.
    Życzę Ci abyście razem z mężem żyli długo i szczęśliwie i byli zakochani w sobie tak samo jak w dniu, gdy powiedzieliście sobie te magiczne „tak”.
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie niezdecydowana-dziewczyna.blogspot.com

    • http://patibloguje.me patibloguje

      Smutna historia, oby teraz Twoje życie pełne było radosnych chwil. Doświadczenie może nas czegoś nauczyć. Pozdrawiam serdecznie! :)

      • http://niezdecydowana-dziewczyna.blogspot.com Karola

        Dziękuje :)

  • http://annakobieta.blog.onet.pl/ Anna “Świat Według Kobiet” Blo

    To wszystko bardzo trudne ale może się zdażyć……Ja byłam pewna że nam sie nic nie może przytrafić, byłam pewna siebie a potem i ja zawiodłam i on zawiódł i mieliśmy rodzinę lecz już jej nie mamy ….i niby nic się nie stało , jesteśmy cali i zdrowi …..ale nic i żadne z nas nie jest już tym kim było…..Wszystko straciło ten najgłębszy sens. Ale trzeba się było pozbierać i stworzyć nowy ład w sowim życiu nadając mu nowego sensu …….i dobrze, że ten czas ma taka moc uzdrowicielską choć niestety choroba jest nieuleczalną ….Taka inna obca sobie żyje pośród ludzi i wciąż poszukuje miłości tylko teraz już bardziej egoistycznie z nastawieniem na branie , bo zdawaniem mam problem.
    To sie nie musi zdarzyć ale trzeba nad tym pracować nie w pojedynkę lecz we dwoje…..

  • http://www.toastdropper.pl/ Toastdropper

    Lęk przed scenariuszami pisanymi przez nasz umysł potrafi popychać do czynów, których konsekwencji boimy się najbardziej. Lęk to motor napędowy zawodu i niepowodzenia. Przez niego tracimy zaufanie, miłość, a w końcu i samych siebie. Należy odnaleźć klucz do tego, jak go okiełznać.

    • http://patibloguje.me patibloguje

      To prawda, niestety.