cerimony-champagne-man-1033

O mężczyznach, których całowałam i o tych, którzy chcieliby całować mnie

Zapytałeś mnie, czy go kocham. Uniosłam wzrok znad kieliszka wina, który zamówiłeś dla mnie w eleganckiej restauracji i złapałam Twoje pytające spojrzenie. Chyba dostrzegłam w nich nadzieję. Albo pewność. Myślałeś, że znasz już odpowiedź. A ja zawahałam się, bo mimochodem zadałeś pytanie, na które sama szukam wyjaśnienia: czym jest miłość?

Na chwilę odwróciłam wzrok i nerwowo zastukałam paznokciem w wypolerowane szkło. A potem powiedziałam po prostu: nie wiem. W moim głosie rozgościła się szczerość, powaga i ledwo zauważalne zwątpienie. W dwóch słowach skupiłam wszystkie swoje wątpliwości.


Pierwszego pocałunku nie pamiętam. Nie to, że byłam pijana – po prostu wyparłam ze swojej świadomości największy błąd mojego życia. Wyrzuciłam z pamięci chłopaka, z którym byłam dlatego, że czułam się samotna zamiast zakochana. Znacie to. Chyba każda dziewczyna przez to przechodzi, a już na pewno każda potem żałuje.

Potem całowałam jeszcze dwóch. Jeden został na dłużej, drugi tylko przemknął przez chwilę. Zapamiętałam dokładnie smak ich ust. Oba miały w sobie gorycz poniżenia – z jednym chciałam być, mimo że on mnie nie chciał, a z drugim robiłam rzeczy, których sama nie chciałam.

I mogłabym napisać teraz, że to wszystko przez miłość, ale chyba nie. Chyba raczej chodzi o drzazgę, która zostaje w sercu po pierwszym rozstaniu.


Ktoś mnie kiedyś mocno zranił. Byliśmy klasycznym przypadkiem Pięknej i bestii, tylko że to ja byłam bestią i inaczej niż w bajce – nie połączyła nas wielka miłość. A przynajmniej – nieodwzajemniona. Ale jeśli spytacie mnie, jak kochać i nazwać to uczucie, otworzę swoje wspomnienia i pokażę, jak można stać się dobrym człowiekiem dla uśmiechu drugiej osoby.

Zostaliśmy przyjaciółmi. Najlepszymi. Było super. Ale ja już do końca chodziłam z tą drzazgą wbitą w serce. Z raną, która otwierała się na nowo za każdym razem, gdy siedziałam obok niego i wiedziałam, że nigdy nie poznam smaku jego ust.

Więc zaczęłam całować innych facetów. I udawałam, że nadal jest super.

Udawałam, że jestem osobą, jaką nigdy nie byłam. Stałam się pustym wrakiem, bez uczuć, z lodowatym sercem i brakiem godności. Wtedy myślałam, że jeśli z nikim nie sypiam, to nie jestem szmatą, ale wiecie co? To nieprawda. Byłam dziwką. Upijałam się na imprezach i pozwalałam obmacywać swoją pupę przypadkowym typom. Lubiłam to. Wkładałam bluzki z dekoltem po pas i z dumą obserwowałam śliniące się spojrzenia. Łechtało to moje ego. Czułam się gwiazdą. To była moja terapia w stylu: hej spójrz, jest tylu gości, którzy daliby się pokroić, żeby mieć cię w łóżku, więc olej tego jednego, który nie chce.

Jest tylko jeden mały haczyk. Oni chcieli mieć w łóżku osobę, jaką udawałam, a nie tą, którą naprawdę byłam.


Zamawiasz więcej wina i pytasz, czy kocham mężczyznę, za którego wkrótce wyjdę za mąż. Myślisz, że zaprzeczę, a potem pójdziemy do Ciebie. Myślisz, że skoro wkurzam się za stertę naczyń, którą wiecznie muszę zmywać i śmieję się z jego chudziutkich, krzywych nóg, to mam ochotę go zostawić albo chociaż zdradzić. Myślisz, że mogę mieć każdego, a marnuję życie z takim przeciętnym prostakiem. Ja też tak kiedyś myślałam. I wiesz co? Gówno prawda.

Nie znasz mnie. Widzisz tylko moje cycki, które ukrywam pod stanikiem push-up, o jeden rozmiar za małym, żeby je bardziej wypychał spod bluzki. Masz ochotę klepnąć mój tyłek, który celowo podkreślam w mocno opinających legginsach. Nie wiesz, że mam cellulit, blizny na twarzy i kilka rozstępów na brzuchu. Myślisz, że jestem perfekcyjna. Tak, właśnie taką osobę udawałam. Właśnie taką chcę, żebyś mnie widział.

Ale to nie jestem ja. Gdzieś po drodze zgubiłam siebie i ukryłam tę prawdziwą cząstkę w ciasnej skorupie. Na co dzień żongluję maskami i gram panią perfekcyjną. Ale jest jedna osoba, tylko jedna na całym świecie, która mnie zna od podszewki. Której uśmiech wita mnie po przebudzeniu, choć nie nałożyłam makijażu i która całuje moją skórę nawet w miejscu, gdzie jest pomarszczona.

Nie pytaj, czy go kocham i czy zamiast z nim, spędziłabym noc z tym panem ze stolika obok, co wygląda jak Adam Levine i który właśnie puścił do mnie oczko. Jedną nocą zniszczyłabym całe swoje życie. I nie skłamię. Dalej mam tę drzazgę, ale nie chcę już całować innych mężczyzn.

Categories: Piórem pisane

  • http://illbeok.pl/ Andrzej Wywrocki

    Lubię takie tematy, zawłaszcza gdy w dość konspiracyjny sposób mogę komuś dopiec, tym samym zachowując się fair. Ale o nie dopiekanie tutaj chodzi. Temat jest fajny i obszerny, ale nie wiem czy chcę mówić o swoich byłych. O pseudo ex narzeczonej jest trochę na blogu i to właśnie przez nią została taka mała drzazga, która teraz uwiera przy każdej nowo poznanej kobiecie informując, że: Słuchaj ja tam jestem, dalej Cię kłuję! Ona jest taka, taka i taka… Cynizm, szufladkowanie, chamstwo odziedziczyłem po niej w spadku. Minęło 5 lat od kiedy mój łeb przestał być suszony (nawet za kilka enterów więcej w opisie na gg – tak tak, !sick), a gdy pomyślę jak przez to wszystko traktowałem ludzi, to mnie skręca.

    Sam wtedy mógłbym się stać taką dziwką i zaliczać wszystkie panny po kolei i jeszcze mieć do siebie szacunek – udawać, że nic się nie dzieje. Patrycjo, te tematy są strasznie śliskie.

    • http://patibloguje.me patibloguje

      Panu to chyba detoks od takich ponurych myśli by się przydał. 😉